Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 613 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


.

środa, 06 lipca 2011 16:12

ZABEGI  KTÓRE  WYKONUJĘ:

I         ŚWIECOWANIE  USZU

          - regulacja ciśnienia

          - wyostrzenie słuchu

II       STAWIANIE  BANIEK  CHIŃSKICH (gumowe-bezpieczne)

          MASAŻ BAŃKAMI przy przeziębieniach i chorobach płuc

III      AKUPUNKTURA

          -przywracanie sprawnosci po wylewach,porażeniach połowicznych i czterokończynowych

iV       CHIROPRAKTYKA - NASTAWIANIE KRĘGOSŁUPA

V        MASAŻLIMFATYCZNY - spowalnia procesy starzenia organizmu,odtruwa organizm

VI       ŚWIATŁOTERAPIA- koloroterapia,leczenie lampą BIOPTROM

VII      ZABIEGI KOSMETYCZNE -oczyszczanie skóry ,likwidaja tradzików,kaszaków,wrastajacych 

             paznokci 

VIII     LUMBAGO- powrót do całkowitej sprawnościLIKWIDACJA  BÓLU

IX       LASEROTERAPIA-laserostymulacja

X        POLARITY-system wyrównania  energi

XI       Generator akustyczny-LIKWIDACJA PASOŻYTÓW,BAKTERI I WIRUSÓW METODĄ DR.Clare

XII      NALEWKI NA WRZODY,STANY ZAPALNE OSKRZELI I PŁUC

kontakt do mnie  zbyszek.pogorzelski@wp.pl

 

 

 




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329933415,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wywiad z panem Zbigniewem "Dla Józia jestem tata i mamą"

środa, 06 lipca 2011 10:04
kliknij Tylko Tato
Serial dokumentalny
12 odcinków po 25 minut
kliknij 

 

                    Miało być inaczej. To wbrew naturze. Samotnym ojcem nie zostaje się z wyboru. Z wyboru natomiast zastępuje się dzieciom matkę i ojca jednocześnie. Na początku nieporadną i niewprawną "matkę", z biegiem dni coraz lepiej zorganizowaną. Wprowadzoną w świat chłopięcych rozterek i dziewczyńskie tajemnice.
Bez względu na to jak dalece doświadczył ich los - pozbierali się i ruszyli do walki z przeciwnościami świata. Biorąc odpowiedzialność za siebie, za tę której już nie ma, a przede wszystkim za nie - za dzieci.
Samotni ojcowie są wszędzie. We wszystkich środowiskach i w miejscach, o których nic lub niewiele wiemy. Wykształceni i prości, elokwentni i małomówni, bogaci i biedni, a także dobrzy i źli. Wzbudzają współczucie sąsiadki: "Sam jak palec biedaczek", spotykają się z bezdusznością urzędników: "No to co, że sam wychowuje", porzucają ich koledzy: "Mówi, że jest sam, dzieci nie ma z kim zostawić i nawet na piwo nie wyskoczy", są obiektem pożądania niezamężnych znajomych kobiet: "Gdyby tak był sam, to ani chwili bym się nie wahała".
Sami nie zastanawiają się za dużo, bo nie starcza na to czasu. Jeśli tęsknią i pragną to po cichu. Jeśli marzą, to o dobrym życiu dla swoich dzieci. Jeśli boją się, to samotności, gdy dzieci odejdą. Ale na rozmyślania nie ma czasu.
Wszak na codzień jest Tylko tato.




Dla Józia jestem tata i mamą


Wyślij znajomym Drukuj   
Edipresse Polska S.A.


Czasem jestem potwornie zmęczony, ale wystarczy, że spojrzę w śmiejące się oczy Józia, i zaraz nabieram ochoty do życia – mówi 45-letni Zbigniew Pogorzelski z Opola. Ojciec samotnie wychowujący 15-latka chorego na dziecięce porażenie mózgowe.

Tacie nie wolno płakać, bo w oczach Józka też zaraz pojawiają się łzy. Nie może się martwić, bo z troski o niego syn nie sypia po nocach. Za to Józek lubi, kiedy tata tryska pomysłami, coś naprawia, kiedy razem malują butelki, robią zakupy, sprzątają. – A ja kocham, gdy Józio zdrową ręką chwyta mnie za szyję i mocno przytula do siebie – mówi jego tata, Zbigniew Pogorzelski.
Józio urodził się 15 lat temu. Miesiąc przed terminem. Cierpiał na dziecięce porażenie mózgowe. Ważył 900 gramów, nie słyszał, nie ruszał się. Lekarze orzekli, że nie przeżyje trzech miesięcy. – Popatrzyłem na tę kruszynę i pomyślałem – synku, skoro ja wyszedłem z choroby, to i ty możesz. Zobaczysz, damy radę – wspomina pan Zbyszek. On sam dwa lata przed narodzinami syna spadł z drzewa i poważnie uszkodził sobie kręgosłup. Resztę życia miał spędzić przykuty do łóżka. Ale nie poddał się i po półrocznej, intensywnej rehabilitacji wyszedł ze szpitala o kulach. Dlatego i wtedy, na sali noworodków, od razu zaczął ćwiczyć z synkiem. Najdelikatniej jak umiał masował jego mikroskopijne rączki.

Mama go unikała
Niedługo po narodzinach syna rozstał się z żoną. – Nie umiała być matką niepełnosprawnego dziecka. Unikała Józia, wstydziła się wychodzić z nim na spacer, więc ja zostałem jego tatą i mamą – mówi pan Zbyszek. Przed wypadkiem był elektrykiem, potem przeszedł na rentę. – I to miało swoje dobre strony, bo zaopiekowałem się Józiem tak, jak tego wymagał. Nigdy nie żałowałem swojej decyzji. Nie bałem się samotnego ojcostwa. Mówiąc szczerze, byłem tak zajęty, że nie miałem czasu się nad tym zastanawiać.
Całymi dniami ćwiczył z Józiem. Masował mu kręgosłup, wyginał dłonie, nogi i głowę. Uczył go raczkować i turlać się. Aż do bólu rąk utrzymywał go w pionie lub łaskotał. W przerwach przewijał, miksował zupki, parzył herbatki. A kiedy maluch zasypiał, prał, prasował, sprzątał i wymyślał kolejne zabawy. – Mama wychowała mnie tak, że w domu umiałem zrobić wszystko. A opieka nad Józiem sprawiała mi więcej frajdy niż cokolwiek dotąd – stwierdza pan Zbyszek. – Jasne, czasem dał mi w kość, ale to był mój syn i nie mogłem wziąć od niego urlopu.

Józek śmiga na czworakach
Mimo upływu lat pan Zbyszek nadal spędza z synem 24 godziny na dobę. Cieszy się z każdego najmniejszego zwycięstwa nad jego chorobą i nigdy się nie poddaje. Nie załamał go wypadek. Nie przybiła choroba syna, odejście żony, a nawet powódź w 1997 roku, która doszczętnie zniszczyła ich mieszkanie i z trudem kupiony sprzęt do rehabilitacji. Pan Zbyszek wspólnie ze znajomymi oczyścił ze szlamu ściany i podłogi, wstawił okna. Od ludzi dobrej woli dostał dla syna chodzik wart prawie 4 tys. euro. A pozostałe sprzęty do ćwiczeń zrobił sam.
Dzięki jego wytrwałości – codziennym ćwiczeniom i miłości – Józek jest dzisiaj najbardziej żywiołowym chłopakiem w Opolu. Budzi się o wpół do szóstej rano. Przytrzymując się jedną tylko, sprawną dłonią wspina się do metalowych uchwytów na ścianie i trzymając się ich prawie biegnie na wyginających się nogach do łazienki. Sam się myje i ubiera, a potem woła tatę. Donośnie, wesoło. Ale pan Zbyszek zawsze budzi się kwadrans przed synem. Obaj ścielą łóżka. To znaczy tata ścieli, a Józek pilnuje, czy robi to dobrze.
– Syn jest strasznym pedantem, chyba ma to po mnie! – żartuje.
Po pobudce godzina ćwiczeń, w pokoju pana Zbyszka, wyposażonym jak sala rehabilitacyjna. Jest tu ogromna huśtawka służąca do rozruszania rąk i nóg Józka. Drabinki, maty, pionizator, na którym wiesza syna do góry nogami, w ten sposób prostując mu kręgosłup. Jest też specjalne łóżko z jedynym zakupionym przez pana Zbyszka sprzętem – bioptronową lampą do naświetlań.
Po zajęciach śniadanie. Józek śmiga na czworakach do kuchni i nim tata zdąży się obejrzeć, wyjmuje jedzenie z lodówki, wspina się na krzesło i z radosnym uśmiechem czeka za stołem na pana Zbyszka.

Laurki dla tato-mamy
Józek jest w szóstej klasie szkoły publicznej. Uczy się w domu.
– Jest chyba jedynym uczniem, który nie lubi wakacji, bo wtedy nie ma lekcji – mówi jego nauczycielka, Agnieszka Zarek. – Chętnie wykonuje każde polecenie, a kiedy coś mu się uda, to od razu chwali się tym przed tatą.
Chłopiec mówi niewyraźnie. Słyszy dzięki aparatowi słuchowemu. Umie utrzeć warzywa na surówkę, ulepić pierogi czy zrobić ciasto na naleśniki. Pięknie pisze, zwłaszcza laurki dla taty. – Aż mi serce podchodzi do gardła, kiedy czytam kolejną kartkę dla „mojego ukochanego tato-mamy” – opowiada pan Zbyszek. – Wiem, że ktoś je wymyśla i wysyła, ale pisze je Józio! Nawet nie marzyłem, że mój syn kiedykolwiek coś dla mnie napisze. A teraz, proszę – wzruszony tata pokazuje wiszące na kuchennych szafkach kartki.
Pan Zbyszek ma wolne tylko w czasie dwóch godzin lekcji syna. Ale nawet wtedy nie myśli o sobie. Zmywa, pierze, sprząta. Później idzie z synem na spacer lub zakupy. Raz w miesiącu – do restauracji. – Miesięcznie mamy 700 zł. Po opłatach zostaje nam niespełna 400 zł, ale nie mogę z tego powodu zamykać syna w domu. Józek musi wiedzieć, jak się zachować w miejscach publicznych. Musi być jak inni – mówi pan Zbyszek.

Anna Grzelczak

 

             Józio podczas pracy  (rysunek  na  szkle)

 


 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329931136,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

www.spraw.pl

środa, 06 lipca 2011 10:01

 

 
 


JÓZIO, CZŁOWIEK DRUGIEJ KATEGORII

Łukasz Dzieszkowski




Józio urodził się w szóstym miesiącu ciąży. Ważył niecałe 900 gramów. Diagnoza lekarzy brzmiała niczym wyrok - dziecięce porażenie mózgowe. Rozpoczął się wyścig nie tylko z chorobą, ale przede wszystkim z czasem.

- Każdy w swoim życiu musi się mierzyć z przeciwnościami losu. Najważniejsze jednak, aby się nie poddawać. Choroba nie może decydować o człowieku - mówi Zbigniew Pogorzelski, ojciec czternastoletniego chłopca. Dziś Józio ma 170 cm wzrostu i waży 70 kilogramów. Uwielbia pływać i układać puzzle. Nadal jednak traktowany jest jak człowiek drugiej kategorii.
Zbliża się godzina 20. Na ulicach Opola zapalone są już lampy. Tego dnia szybko zapadł zmrok. Może przez ten popołudniowy deszcz? Samochody jadące z centrum na Zaodrze muszą stać w korkach. To dlatego, że rozpoczął się remont mostu. Prawdopodobnie potrwa trzy miesiące. Prawdopodobnie, bo nikt z kierowców nie wierzy, że tak szybko uda się przeprowadzić wszystkie prace modernizacyjne. Teraz trzeba jeździć okrężną drogą, przez rondo. Zamiast na Wrocław, skręcam w prawo. Mijam Biedronkę, stację benzynową. Po chwili wjeżdżam w małą, jednokierunkową uliczkę. Zadbane bloki, krzywe chodniki. Jest bardzo ślisko. Trzeba uważać, aby się nie przewrócić. W taką pogodę łatwo o nieszczęście.

Piwnica - miejsce niepełnosprawnego

Drzwi do mieszkania otwiera starsza, niewysoka kobieta. To babcia przyjechała w odwiedziny do Józia. Na co dzień mieszka w Namysłowie. Mimo dzielących ją około 60 kilometrów, stara się co miesiąc odwiedzać wnuka.
Duży pokój przypomina salon rehabilitacyjny. Kolorowa podłoga, urządzenia do ćwiczeń, dwie specjalne pufy. Na łóżku leży małe urządzenie. - To elektroniczna niańka - mówi z uśmiechem Zbigniew Pogorzelski. - W pokoju Józia zamontowałem nadajnik, a tu odbiornik. Dzięki temu wiem, że u syna wszystko w porządku.
Z kuchni dobiegła odgłos mytych naczyń. Słychać jak poszczególne talerze są wycierane, wkładane do szafek. Ściany są bardzo cienkie.
W 1997 roku mieszkanie zostało całkowicie zniszczone przez powódź. Woda zabrała również drogie urządzenia rehabilitacyjne. Nie sposób już ich odzyskać, a na kupno nowych brakuje pieniędzy. - Pamiętam, że kiedy woda wdarła się do naszego mieszkania, Józio musiał nocować w piwnicy mojego przyjaciela. Serce mnie bolało, kiedy patrzyłem, jak śpi na zimnym betonie. Ale nie było innego wyjścia. Dla niepełnosprawnego dziecka zabrakło miejsca w hotelach i bursach - wspomina pan Zbigniew. - To najlepszy dowód na to, że tacy ludzie jak mój syn traktowani są jak ci gorsi, drugiej kategorii - ubolewa.
Józio urodził się w szóstym miesiącu ciąży. Ważył około 900 gram. Wałbrzyscy lekarze dawali mu co najwyżej trzy miesiące życia. - Nie mogłem pozwolić, aby przegrał z chorobą, skoro ja z nią już wygrałem - mówi mężczyzna.
W 1987 roku pan Zbigniew zaczadził się, przeżył dwie zapaści, potem spadł z dużej wysokości. Uszkodził kręgosłup. Przez cały czas, kiedy leżał sparaliżowany, był pewien, że uda mu się wstać. Wierzył we własne siły. Dziś tylko utyka na prawą nogę. Jak sam mówi, powrót do zdrowia zawdzięcza jedynie medycynie naturalnej. Mężczyzna z wykształcenia jest elektromonterem, pracował jako kierowca, a dzięki ukończonemu Instytutowi Medycyny Naturalnej w Poznaniu - został technikiem leczenia naturalnego.

"Tylko tato"

- To były ciężkie czasy - przyznaje. - Czuwałem przy Józiu 24 godziny na dobę. Zacząłem stosować akupresurę, potem zginanie kolan. Jego przewód pokarmowy był upośledzony. Dlatego każdy posiłek musiał być dokładnie zmiksowany.
Początkowo pan Zbigniew mieszkał w Wałbrzychu. Tam również poznał swoją żonę. Na Opolszczyznę przyjechał tylko z synem. Mężczyzna nie chce wspominać tego co było. Żyje przyszłością. Za wszelką cenę pragnie, aby Józio był szczęśliwy, aby nigdy nie zaznał goryczy i smutku.
Józio już śpi. Wcześnie kładzie się do łóżka. Rano wstaje. Ma własny pokoik. Nieważne, że mały. Szafa, biurko, łóżko - więcej nie potrzeba. Na parapecie stoją szklane butelki. Nie takie po napojach. To specjalne butelki, które Józio zdobi kolorowymi farbkami. Na jednej z nich widnieje śliczny młyn. Z boku leżą kolorowe puzzle. Józio ma wspaniałą pamięć wzrokową. Potrafi ułożyć obrazek Mony Lizy bez spoglądania na zdjęcie. Jest bardzo cierpliwy.
- Cieszę się, że ma zainteresowania. Że potrafi robić rzeczy, które normalnym ludziom mogą przysporzyć wielu kłopotów - mówi szczęśliwy ojciec 14-latka. - A jak się cieszył kiedy przyjechała do nas telewizja...
W ubiegłym roku TVP poszukiwała ojców samotnie wychowujących dzieci. Pan Zbigniew był bohaterem jednego z odcinków. Wierzył, że emisja programu "Tylko tato" przyczyni się do poprawy jego sytuacji materialnej. Że znajdą się hojni ludzie, dzięki którym uda się zdobyć pieniądze na zakup sprzętu rehabilitacyjnego. - Niestety, pomyliłem się - mówi rozgoryczony.

Inicjatywa w Kędzierzynie

Zbigniew Pogorzelski dostaje 562 złotych renty. Józio ma zasiłek pielęgnacyjno-rodzinny. W sumie to troszkę ponad tysiąc. Pieniędzy starcza jedynie na bieżące wydatki. W lipcu tego roku, dzięki życzliwości harcerzy z Byczyny chłopiec pojechał na kilkudniowe wakacje do małej miejscowości nieopodal Wielunia. - Był jednym ze skautów i to mu się bardzo podobało - wspomina ojciec.
Jedną z pasji Józia jest pływanie. W ciągu dnia potrafi pokonać dystans nawet dwóch kilometrów. W wodzie czuje się jak przysłowiowa ryba. - Nie mam nawet samochodu, żeby go zawieźć nad jezioro - mówi pan Zbigniew. - Czasami pomagają sąsiedzi. Staram się otaczać dobrymi ludźmi - podsumowuje.
Obecnie w Kędzierzynie-Koźlu powstaje mini instytut naturoterapii. Będzie się znajdował w budynku przy ulicy Szymanowskiego 33. Na potrzeby fundacji zostanie zaadaptowane całe piętro wraz z balkonem. Zbigniew Pogorzelski będzie jednym z wykładowców. Chce zaznajamiać rodziców ze skutecznymi metodami medycyny naturalnej. - Wiedza ludzi w tym zakresie jest bardzo mała. A przecież w ten sposób naprawdę można pomóc - przekonuje.

Problemy zostały za drzwiami

Dochodzi godzina 22. Wychodząc z budynku mijam przechodzącą parę. Młoda dziewczyna tuli się do starszego od siebie mężczyzny. Oboje palą papierosy. Żyją swoimi problemami. Nie widzą, że w bloku, który akurat mijają, czternastoletni chłopak walczy z chorobą. Że każdego dnia musi pokonywać przeciwności losu. Kiedy wracam samochodem do centrum, ulice są już puste. Opole śpi.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,329931132,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  778 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wizytówka


Zbyszek z Opola tel: 607520997

Nazywam się Zbigniew Pogorzelski.Jestem Technikiem Medycyny Naturalnej.Naturoterapią zajmuję się od kilkunastu lat.Jest to dziedzina ,której najważniejszą zasadą jest dbałość o utrzymanie idealnej równowagi zdrowotnej całego ciała i harmonii w każdej sferze życia.Posiadam certyfikat polski i niemiecki oraz doświadczenie w leczeniu.Zabiegi wykonuję w domu oraz na wyjazdach. Od czterech lat jestem szczęśliwie żonaty z Anią i mamy syna półrocznego Samuela.Moja żona jest obecnie w ciąży.

OGŁOSZENIA

Archiwum

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 07.07.2011 7:56:16
  • autor: Monika z Wrocławia
  • treść: Bardzo dziêkuj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 778
(wersja testowa)
Księga gości: 1

Lubię to

z synem Samuelem

Moja żona Ania

HISTORIA MEDYCYNY NATURALNEJ I BAŃKI CHIŃSKIEJ GUMOWEJ: Stosowanie baniek w Medycynie Naturalnej jest przynajmniej tak stare, jak stara jest Chińska Medycyna, która liczy sobie co najmniej 3000 lat. W tradycji europejskiej stosuje się je głównie przy przeziębieniach stawiając kilkanaście szklanych baniek na całych plecach. bańki chińskie z gumy zdjęcie W tradycji chińskiej, bańki stosowane są do leczenia wielu poważnych chorób i dolegliwości takich jak, astma, nadciśnienie tętnicze, dolegliwości żołądkowe, impotencja, prostata, czyraki, hemoroidy, schorzenia stawów, bóle mięśniowe i inne poprzez przystawianie baniek w punktach akupunkturowych. Bańki stosuje się również do usuwania obcych ciał, pasożytów skóry (np. kleszczy), pozostałości jadu po ukąszeniach owadów i węży.

BIOPTROM-terapia światłem Poprawia mikrocyrkulację Harmonizuje procesy przemiany materii Wzmacnia system obrony organizmu Stymuluje procesy regeneracyjne i naprawcze całego organizmu Sprzyja gojeniu się ran Łagodzi ból, obniża jego natężenie Szeroki zakres i łatwość stosowania Bezbolesna i krótkotrwała kuracja Brak stwierdzonych skutków ubocznych Urządzenia produkowane w Szwajcari